music

środa, 6 maja 2015

rozdział 3

     Starałam się z całych sił otworzyć to przeklęte okno. Niestety,nawet walenie w zawiasy nic nie dało. Wojownicy Tenshi'ego zbliżali się do nas coraz bardziej i bardziej. Blondyn stał tylko i wlepiał we mnie swoje,pełne pogardy oczy. Bałam się. Nie chce powtórki tego co działo się w pałacu. Już miałam pobiec do następnego okna,ale uścisk na moim prawym nadgarstku uniemożliwił mi to. Spojrzałam na Hitoshi'ego. Nie patrzył na mnie,tylko na naszych przeciwników. Uspokoiłam się trochę,a czarnowłosy uwolnił moją rękę.
-Mam nadzieję,że wam nie przeszkodziliśmy- odparł blondyn z wrednym uśmieszkiem na twarzy -Łapać ją!-wykrzyknął,wskazując na mnie. 
-Chciałbyś! Wal się!-wykrzyczałam pełna furii i przerażenia,a Tenshi zdenerwował się jeszcze bardziej.
Znów poczułam uścisk czyjejś dłoni na nadgarstku. Wszyscy mężczyźni odziani w zbroje ze stali, rzucili się na nas niczym na zwierzynę. Wciąż patrzyłam na Tenshi'ego. Mierzyliśmy się wzrokiem. Był ubrany w złoty,długi płaszcz z kapturem,śnieżnobiałą koszulę,jasnobrązowe spodnie oraz tego samego koloru,co płaszcz, buty. Wyglądał żałośnie,ale przynajmniej był ubrany...
  Nagle poczułam lekki wstrząs. Spojrzałam zdziwiona w stronę Hitoshi'ego. Nie spojrzał na mnie. Zamknęłam oczy z przerażenia. Poczułam lekki powiew wiatru i otworzyłam leniwie oczy. Ciemność nadeszła ze wszystkich stron. Wchłaniała wszystko co stanęło jej na drodze. Zbliżała się do naszej dwójki,która w dalszym ciągu trzymała się za ręce. Otworzyłam oczy,patrzyłam tępo w czerń przede mną. W głowie już układał mi się obraz tego jak przerażające zjawisko pożera mnie i Hitoshi'ego. Tak się jednak nie stało. Ciemność otoczyła nas,ale nie atakowała. Poczułam kujący ból w klatce piersiowej. Nie mogłam oddychać. To było nie do zniesienia. Upadłam na kolana i przycisnęłam ręce do klatki piersiowej. Z trudem spojrzałam na czarnowłosego chłopaka. Stał, patrząc przed siebie. Nie czuł tego co ja w tej chwili. Nagle poczułam ciepłą ciecz,spływającą po moich policzkach. Na podłogę zaczęły kapać krwiste łzy. Byłam zdezorientowana i zmęczona,a przede wszystkim cholernie przerażona. Oczy same mi się zamykały. Widziałam coraz słabiej,aż w końcu nie było już niczego. Ból ustąpił,a ja byłam pogrążona w pustce.
   Niespodziewanie do mojego małego,ciemnego świata zaczynało docierać światło. Przyciągało mnie. Zaczęłam się zbliżać do źródła białego blasku. Wyciągnęłam do niego rękę,pustka zniknęła,a wraz z nią i ja.
    Poczułam wstrząsy. Otworzyłam powoli zmęczone.zaczerwienione oczy i podniosłam się. Znajdowałam się w czymś co od środka przypominało solidny powóz. Gdzieś już takie pojazdy widziałam,ale nie mogłam sobie przypomnieć gdzie. Spojrzałam na czarnowłosego,który był ubrany w czarną,postrzępioną na końcach pelerynę z kapturem,tego samego koloru spodnie,ciężkie buty i bordowy podkoszulek.
-Co jest?-czerwonooki spojrzał na mnie z zaciekawieniem.
-Ja..znaczy się....Gdzie my jesteśmy,co się stało?-byłam zdezorientowana,a moje nogi były odrętwiałe.
-Wszystko ci wyjaśnię jak dojedziemy do bezpieczniejszego miejsca.Będziemy tam za jakąś godzinę-powiedział to z taką obojętnością,że dałam spokój z zadawaniem dalszych pytań.
Zawiedziona tym,ze nie uzyskałam odpowiedzi, pogrążyłam się ponownie w śnie. Pustka powróciła.
   Ponownie ujrzałam światło. Obudziłam się. Zdziwiona usiłowałam wstać,niestety moje nogi w dalszym ciągu były sparaliżowane. Rozejrzałam się dookoła. Otaczające mnie drzewa były wyschnięte,a noc piękna i bezchmurna. Droga na której leżał zniszczony pojazd była usypana lekko śniegiem. Pod powozem ciekła krew. Przeraziłam się. Otworzyłam buzię,nie mogąc wydać żadnego dźwięku. Po moich policzkach spłynęły dwie łzy,a śnieg wokół mnie zaczął się topić. Zacisnęłam pięści na materiale spodni. Usiłowałam wstać,ale paraliż nie ustał. Zdesperowana doczołgałam się do miejsca z którego tryskała krew. Podniosłam ciężkie deski i zobaczyłam zakrwawionego Hitoshi'ego. Nie ruszał się. Nie oddychał.
    To nie może być prawda...to jedyna osoba,która nie usiłowała mnie na razie skrzywdzić. Potrzebuję go. Bez niego nie przypomnę sobie mojej przeszłości,bez niego Tenshi mnie dopadnie,bez niego umrę.
   Zaczęłam potrząsać chłopakiem,krzyczeć,walić pięściami po całym jego ciele. Nic nie pomagało.Bałam się. Usiadłam obok,zaczęłam łkać. Dałam upust wszystkim uczuciom,które kryły się głęboko we mnie. Gdy zapas moich łez się skończył wstałam,a raczej próbowałam to zrobić. Upadałam i podnosiłam się co chwilę,aż nie doszłam do skraju bezlistnego,ponurego lasu. Obejrzałam się za siebie,podpierając się przy okazji o wątłe drzewo obok mnie. Nic się nie zmieniło. Hitoshi leżał tak jak wcześniej. Odwróciłam się i poszłam w miarę swoich możliwości przed siebie.
  Szłam pomiędzy uschniętymi  drzewami, nie zatrzymując się ani na chwilę. Miałam już pełne czucie w nogach,ale nie cieszyłam się z tego powodu. Wolałam ich nie czuć,tak samo jak bólu,który towarzyszył moim kolejnym krokom.Omijałam kory drzew,gałązki,a nawet małe,zdechłe zwierzęta. Niedługo też tak skończę jak nie znajdę wyjścia,pomyślałam.Spojrzałam w niebo na którym wschodziło już powoli słońce. Błąkałam się po lesie całą noc,a może już parę dni? Straciłam poczucie czasu. Nagle upadłam na śnieg.
-Cholerne korzenie...-syknęłam po raz kolejny tego dnia,nie pamiętam nawet ile razy już upadłam.
Podniosłam się ostrożnie i powędrowałam dalej. Tak mijały minuty,godziny,a w końcu pewnie i dni. Bez jedzenia,bez snu. Byłam tylko ja i las. Ledwo szłam,co chwilę potykając się o kamienie. Moje czucie w nogach było co raz słabsze,a skóra zrobiła się prawie fioletowa od zimna. Zaczęłam iść co raz wolniej i wolniej,aż stanęłam. "To koniec" Upadłam na kolana. "Jestem tu sama,nikt mnie nie uratuje,umrę" Zamknęłam oczy i poczułam solidny wstrząs. Prawdopodobnie leżałam już prawie martwa na lodowatej ziemi,ale nie przejęłam się tym. Mój umysł znów pogrążył się w pustce. Dryfowałam bez celu w otaczającej mnie czerni. Złapałam powolnie moje blond włosy,spięte w warkocza do pasa. Końcówki były czarne. Zdziwiłam się trochę,nigdy wcześniej to się nie zdarzało. Może to efekt tego,że powoli umieram? Puściłam włosy i znów pogrążyłam się w pustce. Niespodziewanie do mojego małego świata wdarł się blask. Spojrzałam do góry. Kawałek czarnej przestrzeni odłamał się i spadł w czarną otchłań pode mną,a wraz z nim powoli i inne. Patrzyłam na to ze znudzeniem. Czekałam na śmierć. Światło powoli się do mnie zbliżało. Już miałam przejść przez białą przestrzeń i zakończyć swój,jakże krótki,żywot,aż nagle coś mnie zatrzymało.Spojrzałam pod siebie,gdzie dalej panowała pustka. Pojawiła się tam ta sama wyrwa blasku,która wybudziła mnie z tej pustki dwa razy.
  Czy to znak? Czy właśnie mam wybrać pomiędzy śmiercią,a życiem? Może ktoś mnie uratował,inaczej dawno byłabym po "tamtej stronie". Nic mi nie da śmierć. Hitoshi'ego już nie ma,już go nigdy nie zobaczę,ani gdy będę żyć,ani gdy umrę. Jest wiele innych osób,które mogą mi pomóc poznać moją przeszłość. Nie mogę umrzeć tylko dlatego,że nie wiem co robić. Nie chcę być słaba,nie chcę poświęcić się tylko dlatego,że straciłam osobę,która mi pomagała. Nie poddam się. Stanę się silniejsza,już nigdy więcej nie będę wybierać pomiędzy życiem,a śmiercią. Będę żyć.
 Podleciałam do białej,dobrze mi znanej już wyrwy i wyciągnęłam w jej stronę ręce. Przyjemne ciepło otuliło moje ciało. Znów czułam,oddychałam i żyłam.
   Otworzyłam szeroko oczy i zaczerpnęłam chciwie powietrze. Usiadłam zdyszana i przyciągnęłam prawą nogę do siebie. Krwawiła,dziwne,że wcześniej tego nie zauważyłam. Rozejrzałam się dookoła. W dalszym ciągu leżałam w tym samym miejscu,aczkolwiek wyglądała nieco inaczej. Drzewa były zielone,niektóre miały nawet pąki,trawa na,której leżałam była świeża i soczyście zielona,a różnego rodzaju krzewy,aż uginały się pod ilością owoców. Na niebie dopiero co wschodziło jasne słońce.
   Chyba spędziłam za dużo czasu w mojej podświadomości... Wstałam,nogi bolały mnie jak nigdy. Naprawdę długo tu leżałam,co powinnam teraz zrobić? Nagle poczułam burczenie w brzuchu. Nic dziwnego,pomyślałam. Podeszłam do najbliższego krzewu. Jego owoce wyglądały na najbardziej smaczne. Wzięłam do ręki parę niebieskich,sercowatych kulek i połknęłam łapczywie. Przez moje ciało przeszedł dreszcz. Najpierw ręce,później tułów,a na końcu nogi,wszystko zdrętwiało. Nienawidzę tego uczucia! Nim się zorientowałam już leżałam obezwładniona na ziemi.
   Nie mogę się poddać,nie w tym momencie. Starałam się ruszyć czymkolwiek,ale nic nie poskutkowało. Przestałam się wiercić. Przez moment wydawało mi się,że słyszę czyjeś kroki.
-Haha! Śmiesznie wyglądasz jak jesteś odrętwiała! Zgaduję,że nie jesteś stąd?


--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Oto wracam po "krótkiej" przerwie,aby trochę się zrekompensować rozdział jest dłuższy. Mam nadzieję,że tym razem nikt się nie zgubił ;-; W miarę sprawdziłam,wie powinno być ok.



piątek, 6 marca 2015

Rozdział 2

    -Więc wybrałaś stronę Hitoshiego? Nic o nim nie wiesz i masz zamiar z nim się gdzieś szlajać?!-wykrzyczał blondyn zbliżając się do mnie. Był wkurzony.
-O tobie też nic nie wiem,a poza tym zacząłeś mnie obmacywać! On w przeciwieństwie do ciebie nie przystawia się do mnie!-odsunęłam się od niego,poczułam za sobą pień drzewa.
Był blisko aż za bardzo. Ścisnął moje nadgarstki. Bolało,czułam jakby wypalał mi skórę swoimi dłońmi. Nagle Tenshi osunął się na ziemię. Leżał z głową w trawie,a w jego plecach tkwiła czarna strzała. Leśną ściółkę zalała krew. Biała. Patrzyłam jak z trudem wdycha powietrze. 
-Lepiej stąd chodźmy zanim przyjdą jego niańki- obróciłam się zszokowana.
  Zobaczyłam ciemną postać w głębi lasu. Zbliżała się. Zaczęłam się cofać. Byłam przerażona. Był coraz bliżej. Nagle znalazłam się na ziemi. Przeklęty pień! Zaraz mnie dorwie! Miałam łzy w oczach. Czarna,zamaskowana postać zatrzymała się na chwilę,po czym zniknęła. Chwilę potem usłyszałam groźne głosy mówiące w obcym dla mnie języku. Szybko się poderwałam i ruszyłam w stronę ponurego lasu. Parę razy obracałam się aby zobaczyć czy ktoś mnie nie goni.
    Nie wiem ile czasu minęło może 10,20 minut? Wciąż biegłam. Powoli zwalniałam. Nogi odmawiały mi posłuszeństwa. Zaczynało się ściemniać,a ja nie wiedziałam gdzie jestem i przede wszystkim kim jestem. Wnioskując po tym co się zdarzyło to odebrano mi pamięć.
   Księżyc lśnił,ale nie dawał światła. Byłam pochłonięta w mroku. Sama.
Usiadłam koło starego,spróchniałego drzewa. Otoczyłam rękami moje zmarznięte nogi. Było mi strasznie zimno. Byłam ubrana tylko w jakąś krótka,białą sukienkę na ramiączkach. Nienawidzę tego koloru. Jest nijaki. Nie wyraża żadnych uczuć,niczego. Zaczęłam płakać. Łzy leciały po moich policzkach,jedna za drugą. Nie mogę tak tu siedzieć,przecież mogę zamarznąć....
    Wstałam i ruszyłam w stronę księżyca. Zaczęłam biec,aby się rozgrzać. Nagle z nieba zaczął padać biały puch. Był zimny,równocześnie będąc pięknym. Po pewnym czasie leśną dróżkę pokryła gruba warstwa zimnych,białych płatków. Wokół mnie znikały drzewa,las się oddalał. Po chwili znalazłam się na łące. Zatrzymałam się na jej środku.
-Już ty kiedyś byłam.Niedawno.-stwierdziłam,a moja twarz zalała się łzami.
Spojrzałam na moje zamarznięte stopy. Były pokryte czerwonymi plamami,tak samo jedwabna sukienka. Krew. Przetarłam moją twarz. Gdy spojrzałam na moją rękę zauważyłam,że też jest czerwona,ale krew na niej jest świeża. Dotknęłam twarz jeszcze parę razy. Krwawiłam,ale jak?! Wszystko wokół mnie zaczęło wirować. Moje oczy same się zamykały,a ciało odmawiało posłuszeństwa. Ponownie pogrążyłam się w znanej mi już ciemności.

   Obudziłam się. Był poranek,a jak znajdowałam się w nieznanym dla mnie miejscu. Rozejrzałam się po małym pokoiku. Jego ściany były zrobione z drewnianych,ciemnych i potężnych desek. Na przeciwko mnie wisiało duże lustro.Nie miało żadnych zdobień,było równie nijakie jak meble w tym pomieszczeniu. Po lewej stronie lustra stała sporych rozmiarów szafa,równie ciemna jak komoda z prawej strony łóżka na którym leżałam. Na suficie wisiał mały żyrandol w którym paliły się trzy,góra cztery świeczki. Po prawej stronie pokoju było okno zakute w łańcuchy. Na przeciwko źródła światła stały potężne,ciężkie drzwi.
  Postanowiłam wstać. Niestety coś mi to uniemożliwiało. Szarpnęłam na bok czerwony koc, który przykrywał moje bezwładne nogi. Starałam się ruszyć moimi dolnymi kończynami. Niestety nic mi to nie dało. Przesunęłam moje czerwone nogi na podłogę. Nagle dębowe drzwi otworzyły się,a w nich ukazała się ponura postać. Miała ona na sobie długi,czarny płaszcz przez co nie mogłam dostrzec kto to. Sądząc po posturze to mógł być mężczyzna. Z czarnego odzienia ponurej istoty wysunęła się ludzka dłoń, która zmierzała w kierunku głowy. Osobnik zdjął wielki kaptur z głowy. Moim oczom ukazał się mężczyzna w moim wieku. Miał on kruczoczarne,rozczochrane włosy i czerwone,chłodne oczy, które mogły zabić.
-Widzę,że już się obudziłaś. Nazywam się Hitoshi Shige i od dziś będę tobie służył- po wypowiedzeniu tych słów chłopak skłonił się lekko,a na jego twarzy pojawił się lekko złośliwy uśmieszek.
-S-służyć,ale jak to? O co cho....- nie dokończyłam,ponieważ czarnowłosy niespodziewanie wtargnął do pomieszczenia w którym się znalazłam.
-Wszystko ci wyjaśnię gdy będziemy w drodze do bezpieczniejszego miejsca-mówił to z niespotykanym spokojem na twarzy.
- Gdzie jest Tenshi? - zdziwiłam tym pytaniem samą siebie.
-Z tego co wiem to został zabrany do uzdrowiciela. Niestety nasłał na nas asasynów i inne pierdoły,więc będziemy musieli wyruszyć dzisiejszej nocy - po tym Hitoshi zaczął się do mnie zbliżać.
Szybkim ruchem wziął mnie na ręce i wyniósł z ciemnego pomieszczenia. Czułam się trochę niezręcznie w tej sytuacji,ale nie miałam innego wyjścia. Musiałam jakoś dowiedzieć się kim jestem i czego ci wszyscy ludzie ode mnie chcą.
-Myślę,że już będziesz mogła sama iść-kiwnęłam potakująco głową.
Chłopak postawił mnie powoli na drewnianej podłodze. Obchodził się ze mną jakbym była równie delikatna jak porcelana. Czarnowłosy ruszył przed siebie,w stronę dużych,starych,dębowych drzwi. Szliśmy równym krokiem. Dotarliśmy na miejsce,Hitoshi otworzył wrota,a moim oczom ukazał się sporych rozmiarów magazyn z jedzeniem,ubraniami,zbrojami oraz broniami. Weszłam nieśmiało do pomieszczenia,a on za mną.
-Wybierz sobie jakieś ubranie i zbroję,a ja wezmę coś do jedzenia-powiedział, kierując się w stronę drewnianych skrzynek.
Ruszyłam w lewą stronę. Przeszukałam parę skrzyń,ale nie znalazłam nic co by na mnie pasowało. Skierowałam się więc na sam koniec magazynu. Otworzyłam najmniejsze pudło i moim oczom ukazała się biała sukienka. Okropna,pomyślałam. Wzięłam ją w ręce,aby po chwili rzucić ją na podłogę. W tej samej skrzynce ujrzałam czarne odzienie składające się z długich, spodni i tego samego koloru skórzany top na średniej grubości ramiączkach. Pod tymi ubraniami,które,nie będę ukrywać,podobały mi się znalazłam również pelerynę do kolan z kapturem. Równie czarna jak smoła. Wzięłam wszystko i poszłam za inne skrzynie się przebrać. Po pięciu minutach byłam gotowa,prawie. Skierowałam się w stronę Hitoshi'ego,który siedział na jednej z większych pudeł.
-P-przepraszam,pomożesz mi znaleźć jakieś buty?-spytałam nie patrząc na niego.
-To nie będzie konieczne. Proszę- chłopak wręczył mi skórzane,czarne kozaki,które na oko sięgały mi powyżej kolan.
-D-dziękuję-wzięłam obuwie i założyłam je. Były w moim rozmiarze-Skąd wiesz jaki mam rozmiar?-spytałam.
-Wiem o tob-nie dokończył.
Przytknęłam dłoń do jego ust i dałam znak,aby słuchał. Głosy mężczyzn. Było ich co najmniej dziesięciu.
-Cholera,pora na nas-Hitoshi złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę okna.
Weszłam na skrzynie,aby do niego dosięgnąć. Zamknięte na kłódkę. Nagle wielkie,dębowe drzwi otworzyły się z hukiem. Przeraziłam się. W przejściu stali wojownicy,a na ich czele był ktoś,kto powinien już dawno zdechnąć.
-Tenshi...-wycharczałam gniewnie w stronę blondasa.


-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam za ponad miesięczne opóźnienie,ale jestem leniem i szczerze powiedziawszy nie miałam motywacji. Następny rozdział będzie szybciej,a przynajmniej mam taką nadzieję :D




   


sobota, 28 lutego 2015

rozdział 2 -INFORMACJE

Niestety nie wyrobię się w tym  tygodniu i w następnym także nie z rozdziałem. Muszę nadrobić zaległości w szkole i przygotować się do nadchodzącego testu który jest dla mnie ważny. Postaram się wyrobić jak najszybciej.

Dziękuję za wyrozumiałość .v.

piątek, 30 stycznia 2015

Rozdział 1

    Przytłaczające,białe światło oślepiło moje oczy.Gdy mój wzrok przyzwyczaił się do takiej jasności zobaczyłam polanę.Była ŻYWA.Taka jak opowiadano nam w szkole.LUDZKA polana.Wszędzie było pusto.Byłam tylko ja i człowieczy świat.Po chwili zorientowałam się,że nie mam już skrzydeł.Pojawiło się coś czego się obawiałam.Na mojej prawej dłoni widniał znak,ale nie taki zwyczajny.Niestety był to znak niebios,tak mi się przynajmniej wydawało....
 -Hej ty!Nic ci nie jest?Krwawisz!-usłyszałam za sobą męski głos.
Człowiek?Nie,to nie to.
 -Nie podchodź do mnie!Jeżeli to zrobisz,zginiesz!-krzyknęłam obracając się w stronę nieznanego mi obiektu.
Ujrzałam chłopaka trochę starszego ode mnie.Blond włosy,niebieskie oczy,nieskazitelna twarz i TO spojrzenie.
 -Przepadnij aniele!-wykrzyczałam przerażona.
Nie ruszył się.Żył.Moja moc nie działa.
-Kim jesteś....a może raczej czym?-spytał ze zniesmaczeniem na twarzy.
-Demon,córka zastępcy Pana Piekieł,ranga:początkujący.-powiedziałam to z największa pogarda na jaką było mnie stać.
 
    Stłumione krzyki,rozmazane obrazy,wstrząsy.Umarłam?Nie,coś się musiało stać.
Obudziłam się.Leżałam w jakimś strasznie ciemnym miejscu.Nie mogłam się ruszać.Byłam przywiązana.Powoli wracałam do siebie.Mój wzrok wracała do normy.Poruszyłam ręką i usłyszałam dźwięk łańcucha.Niedobrze,ktoś mnie tu uwięził.Nagle usłyszałam dwa męskie głosy.Widziałam ich cienie.
-Na pewno nic nie pamięta?-zapytał dobrze zbudowany mężczyzna.
-Spokojnie,taka dawka Irantiku powinna wymazać jej niepotrzebne wspomnienia-odpowiedział bardziej męskim głosem drugi z cieni.
    Po paru minutach do pomieszczenia w którym,jak przypuszczam,zostałam uwięziona weszli dwaj mężczyźni.Byli..nadzy.Przeraziłam się.Czy oni chcą...
-Miło mi jestem Tenshi,a ten przypakowany kolo obok mnie to Taro.Wiesz zjawiłaś się bardzo niespodziewanie i chcielibyśmy cię bliżej poznać Yui.-blondyn nagle zbliżył się do mnie bardzo blisko,zbyt blisko.
-S-skąd znasz moje imię?!
-To moja tajemnica,a teraz oddaj mi się-chłopak wlepił swoje niebieskie oczy w moje ciało.
    Zbliżył się jeszcze bardziej.Złapał mnie za talię.Pocałował.Czułam,że jego usta palą moje.Starałam się opierać,ale byłam związana,nic nie mogłam zrobić.Już miał włożyć rękę pod moją bluzkę,gdy nagle w jego prawe ramię wbił się sztylet.Krew zaczęła ciec z jego ramienia.Chłopak wstał,a niejaki Taro podszedł do niego i pomógł wyjąć narzędzie.Nie chciało wyjść z miejsca wbicia.
-Zostaw to!Idź sprawdzić co się dzieje,a ja zabiorę Panią Światła!-rozkazał niebieskooki
    Patrzyłam na tą sytuację z nadzieją,z nadzieją na wydostanie się z tego piekła.Chłopak uwolnił mnie z łańcuchów i wziął na ręce.Byłam ledwo przytomna.Moje ruchy nadal były ograniczone.Czułam się strasznie zniesmaczona i wystraszona.Moje ramię kleiło się do torsu blondyna.To było obrzydliwe.Chłopak biegł ze mną na rękach przez jakieś ciemne,kamienne korytarze,aż nie dotarliśmy do wielkich,czerwonych drzwi.Wrota same się otworzyły.Miałam wrażenie,że zrobiły to jakieś niewidzialne istoty których tylko ja nie widziałam.Zimny podmuch wiatru otulił moje ciało.Zadrżałam.Tenshi nie zareagował,biegł dalej w stronę lasu.Gdy byliśmy już wystarczająco daleko,mogłam ujrzeć piękny zamek.Wydawał się taki promienny...zupełnie inaczej niż w środku.Niebieskooki zwolnił.W końcu się zatrzymał.Postawił mnie na leśnej drużce.Podtrzymywał mnie pod ramieniem.Zbliżył swoją twarz do mojej i szepnął:
-Spokojnie gdy już będziemy bezpieczni to dokończymy nasze poznawanie się.
-Zaraz ci przywalę....Gdyby nie to,że nie mam sił to byłbyś już martwy.Puść mnie-wysyczałam.
-Ale Pani..nie mogę do tego dopuścić!Jeżeli zostawię cię samą to...-blondas przerwał i spojrzał w stronę głębi lasu.
     Wziął mnie znów na ręce.Obracał się w każdym kierunku.Był wystraszony.
-Nie widzisz,że dama cię o coś prosi?-Taro...nie,ten głos był przyjemniejszy.
Tenshi obrócił się w kierunku źródła głosu.Też tam spojrzałam.Widać było tylko ciemność.
-Oddaj mi Yui,a nie zrobię ci nic poważnego-na te słowa niebieskooki zatrząsł się.
-Hitoshi...mogłem się spodziewać tego,że będziesz chciał zniszczyć moje plany.Wiesz,my już prawie się poznaliśmy więc nie możesz....
   Uderzyłam go w twarz.Siły powróciły do mnie.Stanęłam na własnych nogach i odwróciłam się w kierunku Tenshi'ego.Podparłam ręce na biodrach.
-Nie mam ochoty cie "poznawać" zboczeńcu...


---------------------------------------------------------------------------------------------
Uh..wreszcie skończyłam!Dzięki mojej zacnej przyjaciółce dobrnęłam do końca...
Tu jest jej blog jakby ktoś był zainteresowany LINK ~polecam :D




  

piątek, 9 stycznia 2015

0-prolog

     Nazywam się Yui.Jestem dzieckiem strażniczki wrót i potężnego demona,który kieruje całkiem spora gromadką żołnierzy.Dziś skończyłam 17 lat.Inne demonice w tym wieku wybierają swoją pierwszą pracę.Niestety mi się nie poszczęściło i będę pracować tak jak moja matka...będę strażniczką wrót.Pewnie przydzielą mnie do jakiegoś marnego przejścia między światami i nie będę miała nic do roboty.
   -Yui,chodź bo się spóźnisz!Nikt nie będzie na ciebie czekał!-moja matka krzyczała to tak głośno,że przez chwilę musiałam zakryć uszy.
Nic nie odpowiedziałam.Po prostu ubrałam się w czarną suknię z piór upadłych aniołów i zeszłam na dół.Moja matka nawet nie powiedziała,że wyglądam ładnie czy coś.Cholerna demonica.Najpierw karze mi ubrać to badziewie,a teraz co!?Spojrzała na mnie groźnym wzrokiem i gestem ręki nakazała mi otworzyć bramy.Wypowiedziałam magiczne słowa dzięki którym otwierał się portal i gdy już chciałam wejść ta starucha pociągnęła mnie za rękę i uderzyła w twarz.
-Co ty sobie wyobrażasz,chcesz iść na osąd bez butów?!-wzrok miała okropny,jakby chciała mnie zabić.
-Nie ubiorę butów,są niewygodne.-wykrzyczałam jej to prosto w twarz ze łzami w oczach.
-Y-yui twoje łzy...są czerwone.
Przetarłam ręką mój policzek.Cholera!Ja płaczę krwią!Musze uciekać-pomyślałam.Wybiegłam z domu i nagle wzbiłam się w powietrze.
-Cholera!Cholera!CHOLERA!-niedobrze...to nie może wróżyć nic dobrego.Leciałam najszybciej jak potrafiłam w stronę wrót do innego świata.Nieświadoma tego co za nimi się kryło wleciałam do nich.Oślepił mnie biały blask.



-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
No to jest prolog.Mam nadzieję,że wam się spodoba :3