music

środa, 6 maja 2015

rozdział 3

     Starałam się z całych sił otworzyć to przeklęte okno. Niestety,nawet walenie w zawiasy nic nie dało. Wojownicy Tenshi'ego zbliżali się do nas coraz bardziej i bardziej. Blondyn stał tylko i wlepiał we mnie swoje,pełne pogardy oczy. Bałam się. Nie chce powtórki tego co działo się w pałacu. Już miałam pobiec do następnego okna,ale uścisk na moim prawym nadgarstku uniemożliwił mi to. Spojrzałam na Hitoshi'ego. Nie patrzył na mnie,tylko na naszych przeciwników. Uspokoiłam się trochę,a czarnowłosy uwolnił moją rękę.
-Mam nadzieję,że wam nie przeszkodziliśmy- odparł blondyn z wrednym uśmieszkiem na twarzy -Łapać ją!-wykrzyknął,wskazując na mnie. 
-Chciałbyś! Wal się!-wykrzyczałam pełna furii i przerażenia,a Tenshi zdenerwował się jeszcze bardziej.
Znów poczułam uścisk czyjejś dłoni na nadgarstku. Wszyscy mężczyźni odziani w zbroje ze stali, rzucili się na nas niczym na zwierzynę. Wciąż patrzyłam na Tenshi'ego. Mierzyliśmy się wzrokiem. Był ubrany w złoty,długi płaszcz z kapturem,śnieżnobiałą koszulę,jasnobrązowe spodnie oraz tego samego koloru,co płaszcz, buty. Wyglądał żałośnie,ale przynajmniej był ubrany...
  Nagle poczułam lekki wstrząs. Spojrzałam zdziwiona w stronę Hitoshi'ego. Nie spojrzał na mnie. Zamknęłam oczy z przerażenia. Poczułam lekki powiew wiatru i otworzyłam leniwie oczy. Ciemność nadeszła ze wszystkich stron. Wchłaniała wszystko co stanęło jej na drodze. Zbliżała się do naszej dwójki,która w dalszym ciągu trzymała się za ręce. Otworzyłam oczy,patrzyłam tępo w czerń przede mną. W głowie już układał mi się obraz tego jak przerażające zjawisko pożera mnie i Hitoshi'ego. Tak się jednak nie stało. Ciemność otoczyła nas,ale nie atakowała. Poczułam kujący ból w klatce piersiowej. Nie mogłam oddychać. To było nie do zniesienia. Upadłam na kolana i przycisnęłam ręce do klatki piersiowej. Z trudem spojrzałam na czarnowłosego chłopaka. Stał, patrząc przed siebie. Nie czuł tego co ja w tej chwili. Nagle poczułam ciepłą ciecz,spływającą po moich policzkach. Na podłogę zaczęły kapać krwiste łzy. Byłam zdezorientowana i zmęczona,a przede wszystkim cholernie przerażona. Oczy same mi się zamykały. Widziałam coraz słabiej,aż w końcu nie było już niczego. Ból ustąpił,a ja byłam pogrążona w pustce.
   Niespodziewanie do mojego małego,ciemnego świata zaczynało docierać światło. Przyciągało mnie. Zaczęłam się zbliżać do źródła białego blasku. Wyciągnęłam do niego rękę,pustka zniknęła,a wraz z nią i ja.
    Poczułam wstrząsy. Otworzyłam powoli zmęczone.zaczerwienione oczy i podniosłam się. Znajdowałam się w czymś co od środka przypominało solidny powóz. Gdzieś już takie pojazdy widziałam,ale nie mogłam sobie przypomnieć gdzie. Spojrzałam na czarnowłosego,który był ubrany w czarną,postrzępioną na końcach pelerynę z kapturem,tego samego koloru spodnie,ciężkie buty i bordowy podkoszulek.
-Co jest?-czerwonooki spojrzał na mnie z zaciekawieniem.
-Ja..znaczy się....Gdzie my jesteśmy,co się stało?-byłam zdezorientowana,a moje nogi były odrętwiałe.
-Wszystko ci wyjaśnię jak dojedziemy do bezpieczniejszego miejsca.Będziemy tam za jakąś godzinę-powiedział to z taką obojętnością,że dałam spokój z zadawaniem dalszych pytań.
Zawiedziona tym,ze nie uzyskałam odpowiedzi, pogrążyłam się ponownie w śnie. Pustka powróciła.
   Ponownie ujrzałam światło. Obudziłam się. Zdziwiona usiłowałam wstać,niestety moje nogi w dalszym ciągu były sparaliżowane. Rozejrzałam się dookoła. Otaczające mnie drzewa były wyschnięte,a noc piękna i bezchmurna. Droga na której leżał zniszczony pojazd była usypana lekko śniegiem. Pod powozem ciekła krew. Przeraziłam się. Otworzyłam buzię,nie mogąc wydać żadnego dźwięku. Po moich policzkach spłynęły dwie łzy,a śnieg wokół mnie zaczął się topić. Zacisnęłam pięści na materiale spodni. Usiłowałam wstać,ale paraliż nie ustał. Zdesperowana doczołgałam się do miejsca z którego tryskała krew. Podniosłam ciężkie deski i zobaczyłam zakrwawionego Hitoshi'ego. Nie ruszał się. Nie oddychał.
    To nie może być prawda...to jedyna osoba,która nie usiłowała mnie na razie skrzywdzić. Potrzebuję go. Bez niego nie przypomnę sobie mojej przeszłości,bez niego Tenshi mnie dopadnie,bez niego umrę.
   Zaczęłam potrząsać chłopakiem,krzyczeć,walić pięściami po całym jego ciele. Nic nie pomagało.Bałam się. Usiadłam obok,zaczęłam łkać. Dałam upust wszystkim uczuciom,które kryły się głęboko we mnie. Gdy zapas moich łez się skończył wstałam,a raczej próbowałam to zrobić. Upadałam i podnosiłam się co chwilę,aż nie doszłam do skraju bezlistnego,ponurego lasu. Obejrzałam się za siebie,podpierając się przy okazji o wątłe drzewo obok mnie. Nic się nie zmieniło. Hitoshi leżał tak jak wcześniej. Odwróciłam się i poszłam w miarę swoich możliwości przed siebie.
  Szłam pomiędzy uschniętymi  drzewami, nie zatrzymując się ani na chwilę. Miałam już pełne czucie w nogach,ale nie cieszyłam się z tego powodu. Wolałam ich nie czuć,tak samo jak bólu,który towarzyszył moim kolejnym krokom.Omijałam kory drzew,gałązki,a nawet małe,zdechłe zwierzęta. Niedługo też tak skończę jak nie znajdę wyjścia,pomyślałam.Spojrzałam w niebo na którym wschodziło już powoli słońce. Błąkałam się po lesie całą noc,a może już parę dni? Straciłam poczucie czasu. Nagle upadłam na śnieg.
-Cholerne korzenie...-syknęłam po raz kolejny tego dnia,nie pamiętam nawet ile razy już upadłam.
Podniosłam się ostrożnie i powędrowałam dalej. Tak mijały minuty,godziny,a w końcu pewnie i dni. Bez jedzenia,bez snu. Byłam tylko ja i las. Ledwo szłam,co chwilę potykając się o kamienie. Moje czucie w nogach było co raz słabsze,a skóra zrobiła się prawie fioletowa od zimna. Zaczęłam iść co raz wolniej i wolniej,aż stanęłam. "To koniec" Upadłam na kolana. "Jestem tu sama,nikt mnie nie uratuje,umrę" Zamknęłam oczy i poczułam solidny wstrząs. Prawdopodobnie leżałam już prawie martwa na lodowatej ziemi,ale nie przejęłam się tym. Mój umysł znów pogrążył się w pustce. Dryfowałam bez celu w otaczającej mnie czerni. Złapałam powolnie moje blond włosy,spięte w warkocza do pasa. Końcówki były czarne. Zdziwiłam się trochę,nigdy wcześniej to się nie zdarzało. Może to efekt tego,że powoli umieram? Puściłam włosy i znów pogrążyłam się w pustce. Niespodziewanie do mojego małego świata wdarł się blask. Spojrzałam do góry. Kawałek czarnej przestrzeni odłamał się i spadł w czarną otchłań pode mną,a wraz z nim powoli i inne. Patrzyłam na to ze znudzeniem. Czekałam na śmierć. Światło powoli się do mnie zbliżało. Już miałam przejść przez białą przestrzeń i zakończyć swój,jakże krótki,żywot,aż nagle coś mnie zatrzymało.Spojrzałam pod siebie,gdzie dalej panowała pustka. Pojawiła się tam ta sama wyrwa blasku,która wybudziła mnie z tej pustki dwa razy.
  Czy to znak? Czy właśnie mam wybrać pomiędzy śmiercią,a życiem? Może ktoś mnie uratował,inaczej dawno byłabym po "tamtej stronie". Nic mi nie da śmierć. Hitoshi'ego już nie ma,już go nigdy nie zobaczę,ani gdy będę żyć,ani gdy umrę. Jest wiele innych osób,które mogą mi pomóc poznać moją przeszłość. Nie mogę umrzeć tylko dlatego,że nie wiem co robić. Nie chcę być słaba,nie chcę poświęcić się tylko dlatego,że straciłam osobę,która mi pomagała. Nie poddam się. Stanę się silniejsza,już nigdy więcej nie będę wybierać pomiędzy życiem,a śmiercią. Będę żyć.
 Podleciałam do białej,dobrze mi znanej już wyrwy i wyciągnęłam w jej stronę ręce. Przyjemne ciepło otuliło moje ciało. Znów czułam,oddychałam i żyłam.
   Otworzyłam szeroko oczy i zaczerpnęłam chciwie powietrze. Usiadłam zdyszana i przyciągnęłam prawą nogę do siebie. Krwawiła,dziwne,że wcześniej tego nie zauważyłam. Rozejrzałam się dookoła. W dalszym ciągu leżałam w tym samym miejscu,aczkolwiek wyglądała nieco inaczej. Drzewa były zielone,niektóre miały nawet pąki,trawa na,której leżałam była świeża i soczyście zielona,a różnego rodzaju krzewy,aż uginały się pod ilością owoców. Na niebie dopiero co wschodziło jasne słońce.
   Chyba spędziłam za dużo czasu w mojej podświadomości... Wstałam,nogi bolały mnie jak nigdy. Naprawdę długo tu leżałam,co powinnam teraz zrobić? Nagle poczułam burczenie w brzuchu. Nic dziwnego,pomyślałam. Podeszłam do najbliższego krzewu. Jego owoce wyglądały na najbardziej smaczne. Wzięłam do ręki parę niebieskich,sercowatych kulek i połknęłam łapczywie. Przez moje ciało przeszedł dreszcz. Najpierw ręce,później tułów,a na końcu nogi,wszystko zdrętwiało. Nienawidzę tego uczucia! Nim się zorientowałam już leżałam obezwładniona na ziemi.
   Nie mogę się poddać,nie w tym momencie. Starałam się ruszyć czymkolwiek,ale nic nie poskutkowało. Przestałam się wiercić. Przez moment wydawało mi się,że słyszę czyjeś kroki.
-Haha! Śmiesznie wyglądasz jak jesteś odrętwiała! Zgaduję,że nie jesteś stąd?


--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Oto wracam po "krótkiej" przerwie,aby trochę się zrekompensować rozdział jest dłuższy. Mam nadzieję,że tym razem nikt się nie zgubił ;-; W miarę sprawdziłam,wie powinno być ok.



2 komentarze:

  1. No nareszcie się doczekałam. ;)
    Dobra, na wstępie chcę cię przeprosić za to co teraz powiem, ale mam dziś dziwny humor. xD ;-;
    Ogólnie to rozdział mi się podoba. Miałaś kilka błędów (głównie interpunkcyjnych) ale to nie jest chyba, aż tak ważne, czyż nie? ^^
    Jak to ująć najlepiej... Zdecyduj się! Raz pomiędzy kropką, a nowym zdaniem robisz "spację" a raz nie. Tak samo, jeśli chodzi o przecinki itd. Moim zdaniem lepiej by wyglądało jakbyś robiła przerwę pomiędzy nim, a resztą zdania, ale ty się uparłaś, więc chyba nic tu nie wskóram. ;-; Strasznie mnie to denerwuję, tak wiem, jestem przewrażliwiona na tym punkcie. xD
    Mimo tych wszystkich uwag, to i tak sądzę, że ten rozdział jest najlepszy z wszystkim. Ale tak na prawdę, żeby zrozumieć o co w nim chodzi musiałam od początku przeczytać dwa poprzednie rozdziału. W końcu, dwa miesiące odkąd na twoim blogu panowała pustka.
    Nie spodziewałam się, że Hitoshi umrze. Zaczęłam go lubić. ;-; Ale znam tą twoją wyobraźnie, więc sądzę, że niedługo znowu wprowadzisz zamiast niego jakąś nową postać. (wiem, jestem okrutna)
    Fajny opis, czytało mi się to przyjemnie, bez żadnych niepotrzebnych przerw, więc brawa. :D U ciebie najlepsze są te teksty Yui, ale i tak czasem rozdział bez dialogów, może okazać się spoko :D
    Widać, że sprawdziłaś rozdział, bo wreszcie się w nim nie zgubiłam.
    Pewnie znowu będę musiała czekać na kolejny rozdział dwa miesiące i nie mów mi, że nie, bo ci nie uwierzę.
    To, do następnego rozdziału :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Serio nie zrobiłam gdzieś spacji? Sorry nie jestem przyzwyczajona :D Przecinki pozostaną niezmienne moja droga,nie zmienię zdania i nie,nie przekupisz mnie ciastkami xD Jeszcze się zdziwisz ile osób tam umrze ;-; Co do następnego rozdziału to NA PEWNO nie będziesz czekała 2 miesiące. Myślę,że w ciągu najbliższych 4/5 tygodni doczekasz się rozdział :3
    Dzięki za miłe słowa i cieszę się,że się nie zagubiłaś.
    Czekam na 8 rozdział u ciebie ^^

    OdpowiedzUsuń